W poprzednim sezonie nie mieliśmy do czynienia z torem spod znaku klonowego liścia. Jednak w tym roku wyścig o Grand Prix Kanady ponownie znalazł miejsce w kalendarzu Formuły 1. Wielu kierowców tęskniło za tym obiektem, gdyż wywołuje on wśród większości pozytywne emocje. To z pewnością trudny tor, jest na nim wiele bardzo technicznych zakrętów, ale również i długie proste na których bolid rozpędza się do 300 km/h. Tutaj może jak nigdzie indziej ciężko znaleźć kompromis między przyczepnością a prędkością bolidu. Jednak nie o samo ustawienie skrzydeł się tu rozchodzi. Wysokość zawieszenia i jego sztywność także odgrywa na torze w Montrealu niebagatelne znaczenia. Zakręty znacznie się od siebie różnią, samą charakterystyką, ale również wysokością tarek. Nie bez znaczenia pozostaje także trakcja samochodu jak i prawidłowe ustawienie skrzyni biegów, gdyż stosunkowo długo wychodzi się z zakrętów na tym obiekcie i nietrudno o uślizg, który niesie za sobą stratę czasową. Okalające tor bandy dodają smaczku jeździe po torze imienia Gilles Villeneuve i stawiają nie lada wyzwanie przed każdym kierowcą.
termin wyścigu: 13 czerwca (niedziela) godzina 20:30 dystans wyścigu: 41 okrążeń (178,801 kilometrów)
Wypowiedzi kierowców
Arkadiusz Kasprzyk (Sauber F1 Team) „Bardzo lubię ten tor. Wymaga ciągłej koncentracji i jest bezlitosny gdy popełnimy błąd. Na pewno gdy ustawiamy set musimy zwrócić uwagę na dobrą trakcję i stabilność przy hamowaniu. Tor nie wymaga dużej przyczepności aerodynamicznej, lecz bardziej stabilności, dobrego balansu. Po pierwszych treningach samochód prowadzi się dobrze, a nowe elementy aerodynamiczne działają tak jak się tego spodziewaliśmy . Myślę, że będziemy walczyć o punkty w niedzielę ale jeszcze musimy poprawić balans.”
Krzysztof Kamiński (Lotus F1 Team)
„Mam spore problemy przed zbliżającym się GP Kanady. Jak dla mnie ten tor jest bardzo trudny i wymagający, a bliskość band sprawia, że niewielki błąd może zakończyć wyścig. Jak na razie nie mogę dobrać odpowiednich ustawień, ciągły uślizg tylnej osi na zakrętach powoduje znaczne straty czasowe na okrążeniu. Ale do wyścigu pozostało jeszcze trochę czasu i na pewno będziemy ciężko pracować aby zespół Lotusa znalazł się na punktowanym miejscu.”
rfactorf1.pl
Przerwana passa Janickiego - zwycięstwo Masio
2010-06-01 00:48
GP Turcji teoretycznie wywołać miało mało emocji. Długie proste, szerokie zakręty i bezpieczne pobocza wskazywały właśnie na taki obrót sprawy. Wyścig pokazał jednak, że było zupełnie inaczej. Dojechało czternastu z dwudziestu dwóch kierowców tak więc tyle samo co w dużo bardziej wymagającym Monte Carlo. Dlaczego tak było? Otóż wielu kierowców bardzo ryzykowało zarówno jazdą jak i maksymalnie „wyżyłowanymi” ustawieniami swoich bolidów. Rywalizacja w wyścigu toczyła się w dwóch osobnych grupach. W pierwszej ścigali się miedzy sobą i zamieniali pozycjami kierowcy z czoła tabeli klasyfikacji generalnej.
Od samego początku odskoczyli oni od reszty stawki i systematycznie powiększali przewagę nad drugą grupą zawodników walczących najczęściej o pozycję 6-10. O dwa pierwsze miejsca rywalizowali Tomasz Masio z Renaullt i Rafał Janicki z Mercedesa. Przewaga tego pierwszego na mecie wyniosła 0,4 sekundy co po raz kolejny pokazało jak mała jest między nimi różnica. Trzeci na metę wjechał reprezentujący barwy Red Bull Racing Damian Łukasik, który walczył równie imponująco z Bartoszem Maniowskim z McLarena Drugą grupę zawodników otworzył Krystian Krzymiński z zespołu Virgin Racing, dla którego jest to najlepszy wynik w tym sezonie. Szóste miejsce przypadło Szymonowi Benkowskiemu z zespołu Williams, który pod nieobecność drugiego kierowcy tej stajni Grzegorza Meusa bronił barw zespołu. Pechowo wyścig ukończył Grzegorz Kuśmider z Toro Rosso. Do 35 okrążenia, czyli do czasu, w którym odmówił mu posłuszeństwa silnik jego bolidu jechał na trzecim miejscu z małą stratą do liderów. Siódme miejsce pozwoliło mu jedynie obejść się smakiem. Po bardzo dobrych kwalifikacjach w wykonaniu Pawła Myślińskiego z zespołu Virgin można było oczekiwać trochę lepszego startu w wyścigu. W efekcie przypadło mu ósme miejsce tuż przed Kamilem Kakietkiem z HRT Na ostatnim punktowanym miejscu przyjechał Marcin Szelagowski z zespołu Stefan GP. Dalsze miejsca zajęli kolejno Jarosław Majkut, Kamil Józefczak i Grzegorz Włodarczyk. Warto tez wspomnieć o Hubercie Solczyńskim, który jechał naprawdę dobry i równy wyścig do momentu, w którym w jego bolidzie zabrakło paliwa tuż przed metą wyścigu.
W klasyfikacji generalnej prowadzenie utrzymał Janicki jednak Masio jest już coraz bliżej. W rywalizacji zespołowej nadal z dużą przewagą prowadzi zespół Mercedes GP. Za dwa tygodnie kierowcy razem z całym świadkiem Formuły 1 przenoszą się do Kanady, w której powinno być znacznie trudniej, z racji wąskiego toru i blisko ustawionych ścian.
Grand Prix Turcji nigdy nie należało do wyścigów szczególnych. Brak temu obiektu pasjonującej historii, dodatkowego bodźca emocjonalnego, przysłowiowej wisienki na torcie. Żaden z kierowców nie wychwalał nigdy tureckiego toru pod niebiosa, jednak nie przesadzajmy - nikt również nie narzekał zanadto na Istanbul Park. Można byłoby powiedzieć: "to po prostu kolejny wyścig, w którym trzeba zdobyć jak najwięcej punktów". I tak właśnie jest, gdyż niezależnie od tego czy tor jest lubiany bardziej czy mniej, leży na nim za każdym razem taka sama liczba oczek do zgarnięcia za odpowiednią pozycje. Mimo powyższego opisu, niech nikt nie pomyśli, że obiekt, na którym rozgrywane jest GP Turcji jest nijaki - nic bardziej mylnego. Na Istanbul Park naprawdę jest gdzie poszaleć, wyprzedzać i spokojnie można znaleźć się na poboczu. Charakterystycznym miejscem na tym torze jest zakręt oznaczony numerem 8 - jeden zakręt składający się z czterech zakrętów w lewo. Jest to nie lada wyzwanie dla zawodników, ale przede wszystkim dla opon. Podczas wyścigu kluczowe może okazać się właśnie ogumienie, gdyż nie od dziś wiadomo, że na tego typu torach, z przewagą zakrętów i długich łuków w lewą stronę są ogromne problemy ze zużywającą się prawą, przednią oponą. Obiekt jest bezpieczny, więc naprawdę trzeba się postarać by spotkać się z bandą. Jednak gdy ogumienie już nie trzyma się nawierzchni bardzo łatwo o uślizg i utratę panowania na bolidem. Ciekawie więc zapowiada się to, jak poszczególni kierowcy rozegrają GP Turcji pod względem taktycznym.Na dzień dzisiejszy, trudno cokolwiek w tej sprawie wyrokować.
termin wyścigu: 30 maja (niedziela) godzina 20:00 dystans wyścigu: 36 okrążeń (192,168 kilometrów)